Harry Styles PERICULUM

Login:
Hasło:
Zarejestruj się!

Teraz króciutka informacja...
Niestety zepsuł mi się laptop więc nie wiem kiedy dodam następny rozdział, ale nie zapomnę o tym opowiadaniu. I w niedzielę wyjeżdżam, więc też nie wiem jak to będzie i nie obiecuję, że przez najbliższe dwa tygodnie cokolwiek się pojawi : (
06.05.2014 o godz. 12:00

ROZDZIAŁ 4



Chodzę po mieszkaniu z telefonem w trzęsącej się dłoni. Ani Cleo, ani Louis nie odbierają telefonu. Sprawdzam sypialnię kilka razy, jakby magicznie mieli się tam zjawić. Zakładam dres i siadam w fotelu podkurczając nogi i przykrywając się kocem. Wysyłam kolejnego sms'a do Cleo i Louisa, ale nie odpowiadają.
Czy z Louisem wszystko ok? Dlaczego nie odbierają moich telefonów? Nie mam zielonego pojęcia, gdzie oni są. A nie mam samochodu, żeby jeździć po mieście i ich szukać.
Do cholery to wszystko przeze mnie. Mogłam iść sama. Harry nie wpadłby w szał i nic by się nie stało. A teraz? Teraz Louis i Cleo są nie wiadomo gdzie i nie dają znaku życia.
Zamykam oczy rozmyślając dalej o tym fatalnym dniu, ale po kilkunastu minutach głos w mojej głowie zaczyna się plątać i gubić we własnych słowach. Zasypiam...
Budzi mnie dzwonek telefonu. Odbieram nie patrząc kto to.
- Halo? - mój głos jest zaspany.
- Lily - mówi cicho Cleo.
- Cleo! - ożywiam się. - Co z Louisem? Gdzie jesteście? I czemu do jasnej cholery nie odbierałaś telefonu?
- Spokojnie. Jesteśmy w najbliższym szpitalu.
- Co z nim?
- Jest w kiepskim stanie, ale wyjdzie z tego. A co z tobą, wszystko dobrze?
Zamykam oczy przypominając sobie, jak ciało Harry'ego napiera na moje, a jego usta bez mojej zgody całują moje ciało.
- Lily?
- Bywało lepiej... Powiedziałam mu, że ma już do mnie nie dzwonić.
- Bardzo dobrze. On nie jest dla nas dobrym towarzystwem.
- Ale nie wiem, czy tak łatwo odpuści. Wyglądał na zdeterminowanego.
- Lily nie myśl teraz o tym. Słuchaj zostaję w szpitalu z Louisem, przyjedźcie jutro.
- Dobra. Będę z samego rana. Do jutra.
Rozłączam się i od razu zasypiam.
Śni mi się Harry. Dotyka mnie, obejmuje, całuje. A najgorsze jest to, że mu na to pozwalam i jest mi dobrze. Odwzajemniam głębokie pocałunki, dotykam jego nagiej klatki, zatapiam palce w jego włosach.
Gdy się budzę, mam w sobie dużo energii ale jestem wstrząśnięta. Biorę prysznic w nadziei, że złagodzi moje nerwy ale nic z tego. Robię sobie mocną herbatę i wychodzę z mieszkania.
Metro podwozi mnie prawie pod sam szpital. Mam na sobie czarną bluzę z kapturem, która chroni mnie przed zimnem.
- Szukam mojego przyjaciela - mówię do miłej pielęgniarki. - Louis Tomlinson.
- Leży w sali 217. Na drugim piętrze.
- Dziękuję - zmuszam się do uśmiechu.
Z lenistwa jadę windą i bez trudu trafiam do sali. Cleo śpi na małym, chyba niezbyt wygodnym fotelu, a Louis w szpitalnym łóżku. Przez to blade, szpitalne ubranie wygląda jeszcze chudziej.
Podchodzę do niego i chwytam go za rękę. Lekko porusza nosem i budzi się. Ma małe zaspane oczy i delikatny głos.
- Cześć - mówię.
- Hej.
- Jak się czujesz?
Mówimy ściszonymi głosami, aby nie obudzić naszej przyjaciółki.
- Średnio, ale lepiej niż wczoraj. Mam złamane trzy żebra, ale na szczęście nieuszkodzone narządy. Chociaż jeszcze kilka milimetrów dalej i miałbym przebite płuco.
Rozpłakuję się. Louis przyciąga mnie do siebie tak, że kończę leżąc i przytulając się do niego po zdrowej części.
- Tak mi przykro, Lou. To wszystko moja wina.
- Nie. Cleo się martwiła, z resztą ja też. Lily dlaczego się w ogóle z nim umówiłaś? To przecież nie facet dla ciebie.
- Wiem. Doskonale o tym wiem, ale nie miałam wyboru. Zmusił mnie. Louis on... - waham się chwilę, ale nie popędza mnie. Zamiast tego głaska po głowie - on mnie całował. Po szyi, obojczykach. A ja nie miałam siły go odepchnąć.
Całuje mnie w głowę i przytula mocniej.
- Nie możesz się z nim już spotkać.
- Nie spotkam. Nie chcę mieć z nim nic wspólnego.
- To dobrze - mówi. - Zaraz powinien przyjść mój doktor. Chyba nie powinien nas tak zastać.
Śmiejemy się w naszej rozpaczy i wstaję. Budzę Cleo. Początkowo narzeka, ale w końcu przeciąga się i siada prosto na fotelu. Ma rozmazany makijaż i potargane włosy.
- Lily, jak się czujesz? Co się wczoraj stało, gdzie pojechaliście?
- Powiem ci potem, w domu.
Do sali wchodzi lekarz.
- Dzień dobry - wita się z nami.
- Dzień dobry - odpowiadamy razem.
- Mam dla pana dobrą i złą wiadomość, panie Tomlinson. Dobra jest taka, że pańskie żebra powinny szybko dojść do siebie, ale musi pan zostać w szpitalu przynajmniej tydzień. I za pół godziny dostanie pan śniadanie.
Louis kiwa głową i mówi krótkie:
- Dziękuję.
Lekarz wychodzi a niedługo potem my. Jedziemy samochodem Louisa do nas.
- Muszę zawieźć mu trochę rzeczy. Szczoteczkę do zębów i trochę ubrań - mówi, gdy jedziemy windą.
Nagle zaczynam płakać. Cleo przytula mnie i uspokaja.
- To moja wina - mówię idąc przed nią do mieszkania. - Gdybym nie prosiła was, żebyście byli tam ze mną, do niczego by nie doszło.
- Lily, przestań. Jesteśmy twoimi przyjaciółmi. I tak byśmy coś zrobili, nawet gdybyś nie prosiła.
Siadam na krześle w kuchni podczas gdy Cleo zaczyna robić śniadanie.
- On wczoraj... zaczął mnie całować. Chciałam go odepchnąć, ale przyciskał mnie do ściany.
- I? - pyta zaciekawiona i przerażona jednocześnie.
- I nic. Kazała mu do mnie nie dzwonić i weszłam do domu. Nie odzywa się od tego czasu więc chyba jest dobrze.
- Mój boże Lily. Jakby tu przyszedł to nie otwieraj mu pod żadnym pozorem. Nie rozmawiaj z nim nawet. Będziemy go unikać, aż w końcu się znudzi. Jasne?
Kiwam głową na zgodę. [/center]

***


Cleo niedawno pojechała do mieszkania Louisa i mówiła, że wróci wieczorem. Pojechałabym z nią, ale nie mogę na niego patrzeć. Widzę tylko ból i czuję się winna. Zostałam w domu ubrana w czarne legginsy i dużą bluzę z kapturem. Siedzę na parapecie wpatrując się w krople deszczu spływające po szybie. W dłoniach trzymam pusty już kubek, a w uszach mam słuchawki, które wydają ciche, smutne dźwięki - odpowiednie do nastroju.
Teraz smutek, który czułam przeradza się w złość. Jestem zła na Harry'ego. Jak on w ogóle mógł go uderzyć. Tylko dlatego, że pojechał za mną? Bo go prosiłam. Tak. Chciałam, żeby tam był, bo Harry nie jest chłopakiem, z którym chcę się spotykać.
Chciałabym teraz znać jego adres. Pojechaliby do niego i wyrzuciła z siebie wszystko.
Biorę telefon i piszę do niego.
06.05.2014 o godz. 11:59

Piszę to opowiadanie dla Was, ale skoro nikt nie komentuje to znaczy, że nikt nie czyta. Zawieszam bloga do momentu, gdy pojawi się jakiś znak z waszej strony, że czytacie i lubicie, bo inaczej to bez sensu!
03.05.2014 o godz. 11:55

ROZDZIAŁ 3


„Odwaga to panowanie nad strachem, a nie brak strachu.”* Ludzie się boją. Boją się wszystkiego, co może ich zranić. Ale wezmą na siebie całe ryzyko, aby chronić najbliższych. Bo ich kochają, a dla miłości zrobi się wszystko. Nie ważne, ile wysiłku będzie trzeba w to włożyć. Ale co, jeśli strach nas przerasta? Nie każdy ma odwagę działać sam. Są rzeczy, sytuacje, które nas przerastają i nie mamy siły, aby cokolwiek zrobić. Jesteśmy słabi. Ludzie są słabi.


*– Mark Twain


W czarnej sukience i butach na obcasach czekam na ustaloną godzinę. Cleo zeszła wcześniej, żeby nie budzić podejrzeń. Gdy na zegarku jest 19:55 zakładam czarną kurtkę i zjeżdżam windą na dół. Równo o 20 wychodzę przed budynek. Uderza mnie fala chłodnego, nocnego powietrza, przez co mocniej odkrywam się kurtką. Po drugiej stronie podjeżdża czarny samochód. Rozpoznaję go. Widziałam go dzisiaj po południu.
Przechodzę na drugą stronę i obok samochodu czeka Harry. Ma na sobie czarne spodnie i czarną koszulę z muszką.
- Dobry wieczór - mówi i sięga po moją dłoń, aby złożyć na niej delikatny pocałunek.
Dziwi mnie ta uprzejmość i delikatność. Przeraża mnie też fakt, że spotykam się z obcą mi osobą, która przyprawia mnie o gęsią skórkę samą swoją obecnością.
- Dobry wieczór - uśmiecham się delikatnie ukrywając zdenerwowanie.
Otwiera mi drzwi i pomaga wsiąść do wysokiego samochodu, a sam w szybkim tempie zajmuje miejsce kierowcy.
W radiu cicho lecą piosenki Heaven's Basement. Cisza pomiędzy nami jest niekomfortowa, ale jemu to chyba nie przeszkadza. Albo sprawia takie pozory... Sama nie wiem.
Patrzę w lusterko i zauważam stary samochód Louisa. Uśmiecham się w duchu. Przynajmniej mam wsparcie przyjaciół.
- Długo mieszkasz w Londynie? - pytam w końcu przerywając długą ciszę.
- Od 6 lat. A ty?
Mówi od niechcenia, jakby w ogóle nie zależało mu na rozmowie.
- Od dwóch lat. Wcześniej mieszkałam w Doncaster, ale wybrałam liceum w Londynie.
- Chodzisz do liceum? - wyczuwam w jego głosie zdziwienie.
- Tak, do ostatniej klasy - marszczę brwi próbując zwrócić na siebie jego oczy, ale nic z tego. Może to i lepiej?
- Myślałem, że jesteś starsza.
- Mam prawie 19 lat, chyba nie jestem za młoda.
Za młoda na co? Boże Lily, ty idiotko.
- Nie umawiałem się jeszcze z nikim młodszym niż 20 lat. Może być ciekawie.
Ciekawie? W jego głosie wyczuwam zainteresowanie, ale też pojawił się tam lekceważący ton. To tylko jedna randka - myślę.
- A ty ile masz lat, w takim razie?
- Dwadzieścia dwa.
- Studiujesz?
- Nie.
- To co robisz?
- Nie twoja sprawa.
Jego agresywność sprawiła, że odsunęłam się do samych drzwi. To było zwykłe pytanie. Nie musiał tak reagować. Dlaczego jest taki… niemiły? Zaprosił mnie na kolację, a teraz tak się zachowuje?
Przez resztę drogi milczę i patrzę za okno. Jedziemy zatłoczonymi ulicami w stronę centrum, aż w końcu Harry parkuje przed restauracją nad rzeką.
Równo otwieramy drzwi. Zatrzaskuję je akurat gdy stoi przede mną.
- Chodźmy - mówi przez zaciśnięte zęby.
Coś źle zrobiłam?
Idę krok za nim, ale pierwsza wchodzę do restauracji.
- Mają państwo rezerwację? - pyta kierownik sali.
- Tak. Na nazwisko Styles.
Mężczyzna przejeżdża palcem po kartce i uśmiecha się do nas.
- Proszę bardzo. Meg, Wasza kelnerka pokaże Wam stolik.
Wzdrygam się, gdy ręka Harry'ego ląduje na moich plecach. Odsuwa mi krzesło i cicho mu za to dziękuję. Kelnerka podaje nam karty i kątem oka spostrzegam Cleo w rogu sali. Nawiązujemy kontakt wzrokowy i mam ochotę się do niej uśmiechnąć, ale wiem, że nie mogę. Kontynuuję skanowanie karty i w końcu decyduję się na sałatkę z kurczakiem i ananasem. Nic nie poradzę na to, że nie jestem głodna. Ta sama kelnerka przyjmuje nasze zamówienia i zabiera karty.
Patrzę w stół unikając wzroku Harry'ego. Odchrząkuje i tym samym zmusza mnie do spojrzenia na niego.
Mam wrażenie, że wszyscy wokół znikają. Jestem tylko ja i jego zielone oczy. Nie, nie mogę się zakochać w kimś takim.
- Dlaczego szkoła w Londynie? - pyta.
Brakuje mi języka w buzi i nie wiem, co powiedzieć. Szczypię się w udo i wracam do rzeczywistości.
- Z moją przyjaciółką od dziecka marzyłyśmy o tym, żeby wyrwać się z domu. Akurat padło na Londyn.
- Nie myślałyście, żeby kupić swoje mieszkanie? Niedługo będziecie musiały wyprowadzić się z internatu.
- Wiem. Ale na razie nam to nie przeszkadza. Mamy czteroosobowe mieszkanie tylko dla siebie. Z resztą nie mamy tyle kasy, żeby kupić coś swojego. Tu przynajmniej nie płacimy tyle kasy ile normalnie za mieszkanie.
Kelnerka stawia przed nami nasze dania przerywając tą dziwną rozmowę, która bardziej przypominała przesłuchanie. Widzę, że zamówił podobne danie do mojego tylko zamiast sałaty ma smażone ziemniaczki.
Zjedliśmy prawie w ciszy, ale tym razem w komfortowej ciszy.
- Było pyszne - mówię.
- Tak, też mi smakowało. Chcę cię jeszcze gdzieś zabrać, więc pójdę zapłacić, a ty idź po kurtkę.
Jeszcze gdzieś idziemy? Oby Cleo to zauważyła. Wstaję i idę w stronę wyjścia patrząc na moją przyjaciółkę. Na szczęście wyczuła mój wzrok. Oglądam się za siebie. Harry stoi przy kelnerce, chyba są jakieś problemy z kartą.
Cleo każe zapłacić Louisowi, a sama idzie za mną.
Wychodzimy na korytarz.
- I jak? Dobrze się czujesz?
Kiwam potwierdzająco głową.
- Tylko trochę się trzęsę - wyciągam przed siebie ręce. - Harry chce mnie jeszcze gdzieś zabrać. Na razie jest ok. Oprócz tego, że boję się go jak cholera, to jest ok.
- Będzie dobrze - przytula mnie. - Idź po kurtkę zanim wróci. Pojedziemy za wami.
Kiwam głową i zabieram kurtkę. Harry czeka na mnie przed restauracją. Jest ciemno, ale widzę, że ma przymrużone oczy. Stoi rozluźniony z końcówką papierosa. Zaciąga się ostatni raz wciągając przy tym policzki i rzuca go na ziemię zdeptując czubkiem buta.
- Twoja przyjaciółka tu jest - oświadcza.
Chwyta mnie za rękę i prowadzi na bok. Przyciska mnie do ściany.
- Dlaczego tu jest?! - krzyczy uderzając obok mojej głowy. Podskakuję w miejscu.
- Harry...
Przerywa mi niemo. Wystarczył jego wzrok, abym zamilkła.
- Zgodziłaś się pójść ze mną. A nie z nią!
- Nie krzycz na mnie - mówię cicho. - Nie znam cię. Nie mogę ci ufać.
Odważam się na niego spojrzeć. Stoi pół metra ode mnie i wpatruje się w moje oczy.
- Myślisz, że tu chodzi o zaufanie? - pyta przechylając głowę w prawo.
- Możemy już jechać? – pytam patrząc wszędzie byle nie na niego.
Chwyta mnie za łokieć i siłą prowadzi do samochodu.
- Wsiadaj – mówi tak, że włosy mi się jeżą.
Wsiadam na swoje miejsce i czekam na niego, ale jedyne co robi to otwiera drzwi i mówi:
- Porozmawiam sobie z twoimi przyjaciółmi.
Zatrzaskuje i blokuje drzwi. Walę w szybkę i krzyczę, ale to nie pomaga.
Telefon! Szukam go w torebce ale nigdzie nie widzę. Jakim cudem? Jestem pewna, że go miałam.
Próbuję coś wymyślić, ale zamieram, kiedy Harry wyciąga z restauracji Louisa. Ciągnie go za sobą i uderza kilka razy w brzuch aż Louis kuli się na ziemi. Harry mówi coś do niego, po czym odchodzi. Idzie napięty w stronę samochodu. Patrzę, jak Cleo podbiega do Louisa i stara się pomóc, a ja nic nie mogę zrobić.
Harry wsiada do samochodu i odjeżdżamy.
- Chcę jechać do domu - mówię.
- Powiedziałem, że zabieram cię w jedno miejsce – mówi zaciskając ręce na kierownicy.
- Zawieź mnie do domu! - wrzeszczę nie patrząc na niego. - I oddaj mój telefon!
Wyciąga z kieszeni mój biały telefon. Wyrywam go z jego dłoni i od razu piszę do Cleo. Nie odpisuje.
Dojeżdżamy pod mieszkanie i bez słowa wysiadam trzaskając drzwiami. Słyszę, jak Harry idzie za mną. Przyspieszam i wkrótce stoję w windzie. Harry w ostatnim momencie rozsuwa drzwi i wchodzi do środka. Staję jak najdalej od niego.
- Pobiłeś mojego przyjaciela – oświadczam.
- Gdyby nie pojechał za nami, do niczego by nie doszło.
- Nie miałeś prawa go pobić! - krzyczę tym razem patrząc na niego i wymachując palcem.
Ta winda jedzie wyjątkowo długo.
Chwyta mnie za nadgarstek i znów przypiera do ściany.
- Puść mnie! - szarpię się.
- Jesteś słodka, gdy się złościsz - mówi cicho przybliżając się.
Czuję jego mocny zapach. Jego dłonie obejmują mnie w talii i nie daje się odepchnąć. Między nami nie ma już ani centymetra wolnego, co przytłacza mnie jeszcze bardziej.
Czuję jego usta na skórze mojego obojczyka i szyi. Łzy stają mi w oczach.
- Harry, proszę - szepcę łamiącym się głosem.
Podziałało, jak zaklęcie. Przestaje i odsuwa się.
Winda zatrzymuje się i wysiadam.
- Nie dzwoń więcej do mnie.
Ocieram łzę i wchodzę do mieszkania.

02.05.2014 o godz. 21:45

Czy ktoś w ogóle czyta tego bloga? Od pojawienia się 1. rozdziału wpadło ponad 200 odwiedzin, a tylko 3 komentarze :/ Napiszcie chociaż, czy się Wam podoba czy nie i czy powinnam coś zmienić. To smutne, że nikt nie pisze :(
29.04.2014 o godz. 18:43

ROZDZIAŁ 2


„Tak to już bywa, że kiedy człowiek ucieka przed swoim strachem, może się przekonać, że zdąża jedynie skrótem na jego spotkanie.”*Strach to silna emocja o charakterze wrodzonym. Pojawia się w sytuacjach realnego lub wyimaginowanego zagrożenia. Wrodzoną reakcją organizmu w takiej sytuacji jest odruch ucieczki. Ale przecież każdy człowiek na strach reaguje inaczej. Jedni uciekają, drudzy chowają się i czekają, aż strach minie, a jeszcze inni stawiają mu czoła. Strach dodaje adrenaliny, a adrenalina prowokuje nas do działania. Tylko jak człowiek działa pod wpływem strachu?

Budzi mnie światło wpadające przez okno. Mruczę niezadowolona.
- Cleo - mój głos jest zachrypnięty i zmęczony - zasłoń okno.
Nie otwierając oczu przewracam się na drugą stronę, ale czerwony kolor pod moimi powiekami jest za jasny i nie daje spać dalej.
Jęczę podnosząc się i otwierając oczy. Od razu mrugam kilka razy zanim przyzwyczaję się do światła. Cleo leży na brzuchu z głową w poduszce. Jakim cudem oddycha w tej pozycji?
Wstaję i wlecząc nogami idę do łazienki. Nie zamykając drzwi opieram się o umywalkę. Kręci mi się w głowie. Nie patrzę w lustro, bo boję się, co w nim zobaczę. Zamiast tego od razu wchodzę pod prysznic i odkręcany letnią wodę.
Po dokładnym umyciu ciała i włosów myję zęby i związuję włosy. Owijam się ręcznikiem i wracam do sypialni.
- Cleo, wstawaj.
Mój głos jest już w lepszej kondycji.
- Cleo! - rzucam w nią poduszką.
- Spieprzaj - jęczy.
- Cleo jest po pierwszej.
Wydaje z siebie długie 'y' po czym podnosi się i przeciąga.
- Weź prysznic, bo śmierdzisz alkoholem.
Zakładam na siebie szare dresy i białą koszulkę. Otwieram duże okno na oścież i wdycham londyński zapach deszczu.
Czując pustkę w żołądku idę do kuchni, ale nie mam na nic ochoty. Parzę tylko dwie ziołowe herbaty - dla mnie i dla Cleo.
- To, co się wczoraj działo... - Cleo wychodzi z łazienki z ręcznikiem na głowie i nie dokańcza zdania. - Po prostu WOW.
Uśmiecham się lekko i podaję jej kubek.
- Ledwo pamiętam - przyznaję się.
- Ja tylko pamiętam, jak tańczyłaś na stole, że całowałam się z jakimś studentem i pana przystojnego, który zabiera cię dzisiaj na kolację - chichocze.
Wpatruję się w nią groźnie i od razu przestaje.
- Cleo Mercedes Tonkin. Gdy ten twój 'przystojny pan' tu przyjedzie, powiesz mu, że ja tu nie mieszkam.
- Przestań - macha ręką. - Widziałam, jak wczoraj prawie roztopiłaś się, gdy tak na siebie patrzyliście.
Splata ręce i mruga oczami bardzo koloryzując to, co się wczoraj wydarzyło.
- Byłam wstawiona.
- Może.
- Ty też byłaś. Równie dobrze mogłaś pomylić adresy i podać mu swój.
- Ale mieszkamy pod tym samym adresem.
- Ale on nie musi tego wiedzieć. Nawet nie wiem, jak ma na imię.
- Harry - wtrąca popijając gorącą herbatę.
- Skąd wiesz?
- Rozmawiałam z nim wczoraj.
- Słucham? - otwieram szeroko oczy.
- Znaczy… Ja się przedstawiłam, ale nie zareagował więc spytałam go o imię i tak wyburczał: Harry - mówi niskim, grubiańskim głosem, na co śmieję się.
- W każdym razie, wracając do tematu to nie mam ochoty nigdzie wychodzić z tym całym Harrym. Widziałaś go w ogóle kiedykolwiek na jakiejś imprezie?
- Takiego ciasteczka to ja bym nie przegapiła nawet, gdyby świat się kończył. Chociaż był trochę przerażający.
- Trochę? Myślałam, że zabije mnie wzrokiem - mówię idąc w stronę kanapy.
Zanim zdążę usiąść rozlega się dzwonek domofonu.
Z Cleo wymieniamy porozumiewawcze spojrzenia i pędzimy do domofonu. Niestety ona jest pierwsza.
- Tak? - mówi słodkim głosem jednocześnie się uśmiechając, a ja wywracam oczami i krzyżuję ręce. - Harry. Jasne, wejdź.
Przytrzymuje przycisk.
- Co ty zrobiłaś?!
- Wyluzuj. Możesz go poznać. Z resztą to tylko kolacja.
- Nie. Powiedz, że mnie nie ma.
Zła staję obok drzwi tak, żeby mnie nie zauważył.
Cleo odklucza drzwi i widzę, jak jej twarz się zmienia. Zawsze tak wygląda, gdy jej się ktoś podoba. Ma rozszerzone oczy, lekko upienione brwi i wygięte w lekkim uśmiechu usta.
- Cześć, niestety Lily bierze prysznic.
Po cichu uderzam się w czoło.
- Poczekam.
Jego głos powoduje, że włoski na moim ciele stają i mam gęsią skórkę. Jest spokojny, niski i jednocześnie mocny i delikatny. Przechodzi mnie dreszcz.
- Nie - Cleo przymyka drzwi, ale chłopak opiera na nich rękę z powrotem otwierając.
- Powiedziałem, że zaczekam.
- Ale ona nie czuje się najlepiej.
Cleo nagle zmieniła zdanie? Wygląda na przestraszoną...
Na palcach odchodzę dalej.
- Cleo - wołam cichym głosem. - Możesz na chwilę?
- Tak, poczekaj! - wola. - Harry to na prawdę nie jest najlepszy moment.
- W takim razie daj jej to - obstawiam, że coś jej podaje - i powiedz, żeby odezwała się, jak poczuje się lepiej. Jak nie, przyjadę jutro.
Jest zdecydowany, zdenerwowany i po prostu nie można mu odmówić, bo nie wiadomo co ci zrobi. Słyszę dźwięk zamykanych na klucz drzwi i biegnę za Cleo do sypialni. Wychylamy się za okno, które prowadzi na ulicę.
Harry dużymi krokami przechodzi przez pustą ulicę i wsiada do dużego, czarnego samochodu, po czym odjeżdża.
- O mój Boże. Co ja zrobiłam? - Cleo siada na łóżku. - Przepraszam. Lily, przepraszam.
- To nic. Nie martw się - próbuję ją uspokoić.
- Jeśli się z nim spotkasz, on cię zniszczy. A jeśli nie spotykacie się to on zniszczy mnie.
- Cleo - patrzę w jej przerażone oczy. - Spotkam się z nim. A ty razem z Louisem pojedziecie w to samo miejsce. Jak coś się będzie działo, to pomożecie mi. Okej?
- Okej, dobrze.
- Zadzwoń do niego i powiedz mu, że idę na randkę, a ty się o mnie martwisz i musisz iść też. Zrozumie.
Kiwa głową i wychodzi zadzwonić.
Louis to nasz przyjaciel z Doncaster. Jest wysoki, umięśniony i nawet przystojny. Ale jest dla nas to zwykły kumpel. Znamy się od dzieciństwa. Pamiętam, jak spadłam kiedyś z huśtawki i zraniłam się w łokieć, a on oderwał rękaw ze swojej koszuli i zawiązał mi go nad raną mówiąc, że inaczej się wykrwawię na śmierć. To było bardzo zabawne. Nasze mamy uśmiały się i tak zaczęła się nasza przyjaźń.
Cleo zostawiła na łóżku małą krateczkę z numerem telefonu. Ręce mi się trzęsą, gdy wybieram numer i przykładam telefon do ucha. Jest mi niedobrze i gdyby nie to, że siedzę, pewnie przewróciłabym się.
Słyszę sygnał. Jeden, drugi, trzeci, czwarty. Nie odbiera. Rozłączam się, gdy włącza się poczta głosowa. Z ulgą wypuszczam powietrze.
Idę do salonu, gdzie na kanapie siedzi Cleo.
- I? - pytam.
- Śmiał się, ale zgodził - uśmiecha się smutno.
Siadam obok niej na kanapie i przytulam ją.
- Nie martwmy się na zapas - mówię cicho.
Nie wiem, która jest godzina, kiedy budzę się z głową na kolanach Cleo. Na zewnątrz robi się już powoli ciemno. Telewizor wciąż jest włączony. Podnoszę się i widzę, że Cleo śpi na siedząco. Idę po szklankę wody i słyszę mój telefon. Sięgam po niego i wyświetla mi się niezapisany numer Harry'ego, który już zdążyłam zapamiętać. Zamykam oczy i odbieram.
- Halo?
Przełykam ślinę. Nie chcę wyjść na tak zdenerwowaną, jak jestem.
- Spałaś?
Jego głos znowu wywołuje tą samą reakcję.
- Tak.
- Jak się czujesz?
- Lepiej. Jest w sumie dobrze.
- Brzmisz... jakoś dziwnie.
- Dziwisz się? Spałam kilka godzin i nawet nie zdążyłam się niczego napić.
Gryzę się w język. Kiedyś moja opryskliwość się źle skończy.
Słyszę jego stłumiony, lekki śmiech.
- W takim razie możemy się spotkać - stwierdza. - Będę czekał na ciebie o 20.
- Dobrze - zaciskam rękę i oczy opierając się o blat.
- Nie mogę się doczekać, Lily.
Wypowiada moje imię z mocnym akcentem i rozłącza się.
Odkładam telefon i wypijam zimną szklankę wody.


* John Ronald Reuel Tolkien
29.04.2014 o godz. 17:31
ROZDZIAŁ 1


„Niektórym ludziom jest pisane się spotkać. Niezależnie od tego, gdzie się znajdują, czy dokąd się wybierają, któregoś dnia na siebie wpadną.”* Gdzieś na świecie jest osoba, która jest nam pisana. Życie natomiast polega na odnalezieniu tej osoby. Czy uda nam się to szybciej czy później, tego nie wiemy. Wielu ludzi pojawiło się w naszym życiu. Z każdym byliśmy szczęśliwi na jakiś sposób. To, że nie wyszło nam razem to kwestia wielu rozmaitych czynników. Może być też tak, że będziemy szczęśliwi z osobą nam nie pisaną, ale tego się nigdy nie dowiemy. Czy to ta osoba jest nam pisana czy inna. Zastanawiałam sie też nad tym, czy przeznaczenie można zmienić… Nic sie nie dzieje bez przyczyny. Każda akcja powoduje reakcję. Tak jest w każdej dziedzinie życia i nie da się tego zatrzymać. Każda decyzja zapoczątkowuje lawinę kolejnych wydarzeń, które z kolei zaś spowodują lawinę innych. Przeznaczenie to droga pomiędzy tymi wydarzeniami.


Tylko raz zaczyna się trzecią i ostatnią klasę liceum. Klasa maturalna powitała mnie i moją przyjaciółkę, Cleo, dwa miesiące temu, co oznacza, że teraz mamy koniec października. Dzisiaj Halloween i z tej okazji idziemy na domówkę naszego znajomego ze szkoły. Ma ogromny dom i zawsze robi świetne imprezy pełne ludzi, alkoholu i głośnej muzyki! Nie może nas tam zabraknąć.
- Lily pożyczam bluzkę! – krzyczy moja przyjaciółka z naszego pokoju.
Wstaję z kanapy i biegnę zobaczyć jaką. Gdy wchodzę do pokoju, szeroko otwieram oczy.
- Ale burdel – mówię szukając Cleo wśród porozrzucanych ubrań. – Wiesz, że będziesz musiała to posprzątać.
- Wiem – wyłania się z uśmiechem zza łóżka.
- O jakiej koszulce mówiłaś?
Unosi czarną, prześwitującą koszulę bez rękawów z ćwiekami na ramionach.
- Mogę?
Przytakuję głową i macham ręką. Podchodzę do szafy i przeglądam ubrania, które jeszcze w niej zostały. Zdecydowałam się na ten zestaw. W trakcie, gdy Cleo robi mocny makijaż i układa włosy, ja delikatnie obsypuję policzki różem i maluję kreskę na powiece.
- Zazdroszczę ci włosów – mruczy niezadowolona Cleo.
Patrzę na nas w lustrze. Widzę chudą dziewczynę bez grama tłuszczu na ciele, z dużymi niebieskimi oczami, długimi nogami i z dużym wcięciem a talii. Szkoda, że nie wyglądam jak ona – myślę.
Przesuwam wzrok na siebie. Jestem niższa o jakieś 15 centymetrów, grubsza i mam odstający tyłek. Jedyne, co w sobie lubię to włosy. Długie do piersi, falowane i mocne.
- A ja tobie figury.
- Taksówka powinna zaraz przyjechać – mówi i pakuje torebkę.
- Zamówiłaś taksówkę?! Przecież nie mamy kasy!
- Mama przysłała trochę – uśmiecha się.
Jej rodzice zawsze pomagają nam, gdy mamy problemy finansowe. Trudno jest utrzymać się i uczyć w liceum jednocześnie. Wieczorami pracujemy w barze, ale to nie zawsze starcza na czynsz, więc jej rodzice przysyłają nam dodatkowe 500 funtów miesięcznie.
Wywracam oczami i zabieram tylko telefon. Taksówka podjeżdża po nas przed dwudziestą i po kilkunastu minutach wysiadamy przed białym domem z dużą ilością okien. Są tu zaparkowane drogie samochody, na które prawdopodobnie nigdy nie będzie mnie stać.
Wchodzimy do środka bez pukania, bo i tak nikt by nas nie usłyszał.
- Napijmy się! – Cleo
Jest tu strasznie dużo ludzi, wszędzie słychać muzykę i widać alkohol. Sięgamy po plastikowe kubki, w których znajdują się kolorowe drinki. Już po kilku łykach śmieję się, tańczę i rozmawiam z przypadkowymi ludźmi.
Wpycham się w tłum i bujam w rytm muzyki. W pewnym momencie Cleo chwyta mnie za rękę i prowadzi do cichszego pomieszczenia, gdzie siadamy na czerwonej kanapie wśród nieznajomych mi ludzi.
- Ej, to jest Lily – przedstawia mnie Cleo i każdy po kolei się przedstawia, ale nie zapamiętuję żadnego imienia.
W powietrzu roznosi się zapach alkoholu i papierosów. Popijam ciągle jakiegoś drinka i w końcu daję się namówić na kilka kieliszków wódki, po których śmieję się bez opamiętania.
- Hej – Cleo schyla się w moją stronę. – Kto to?
Patrzę na nią i odwracam wzrok w stronę drzwi. Widzę w nich chłopaka, który przyciągną wzrok każdej dziewczyny w tym pokoju. Jest wysoki, ma ciemne kręcone włosy odgarnięte do tyłu i ubrany jest cały na czarno. Jego wzrok skanuje pokój. Odwracam się do Cleo.
- Nie wiem i nie obchodzi mnie to.
Chwytam ją za rękę i prowadzę z powrotem na parkiet. Wskakuję na stół i od razu słyszę wiwaty. Uśmiecham się i ruszam biodrami zatracając się w muzyce.

|| oczami Celo ||

Siedzę na kanapie i kibicuję Lily, co jakiś czas nawiązując z nią kontakt wzrokowy. Nagle obok mnie siada chłopak, którego wcześniej widziałyśmy. Z bliska jest jeszcze piękniejszy. Ma zielone oczy i naturalnie różowe usta w idealnym kształcie. Gapię się na niego, ale wydaje się niewzruszony.
- Cześć – mówię.
I wtedy odwraca głowę w moją stronę, ale cień pada mu na twarz i nie widzę, jakie ma oczy. Nie odzywa się i zaraz wraca do poprzedniej pozycji.
- Jestem Cleo – krzyczę, ale nadal nie odpowiada. – A ty?
- Harry – mruczy pod nosem, ale zaraz odchodzi.
Wzdycham.

|| oczami Lily ||

Zeskakuję ze stołu i podbiegam do Cleo. Jestem zmęczona, spocona i bolą mnie nogi.
- Chyba czas na nas – mówię.
Kiwa głową i bez pretensji idzie za mną. Przechodzę przez próg i nagle czuję szarpnięcie. Chwieję się do tyłu, ale ktoś podtrzymuje mnie. Unoszę głowę i zamieram. Chłopak stojący nade mną ma mocno zarysowaną linię szczęki, kształtne usta i zielone oczy. Ledwie wytrzymuję jego przytłaczające spojrzenie.
- Pójdź ze mną jutro na kolację.
Przeczę głową nie mogąc nic z siebie wydusić.
- Jasne, że pójdzie – wtrąca się Cleo. – Akademik Woodside High School, mieszkanie 2106.
Ciągnie mnie za sobą zanim zdążę zareagować i wpycha do taksówki.

* Claude Gallay
26.04.2014 o godz. 21:24
Witajcie!

Postanowiłam zmienić tego bloga. Jak widzicie (chociaż może nie pamiętacie), już zaszły tu pewne zmiany. Tło, nagłówek, awatary. Usunęłam też stare opowiadania, ponieważ zamierzam publikować nowe. Nosi ono tytuł PERICULUM, co po łacińsku oznacza niebezpieczny. Moją inspiracją tutaj jest Dark, After i Cold. Nie chcę, żeby to fanfiction było podobne do innych. Mam zamiar stworzyć coś nowego. Bez "słodkiego pierdzenia w poduszkę" i idealnej miłości. Mam nadzieję, że się Wam spodoba. Miłego czytania .xx


~ PAULA
26.04.2014 o godz. 17:02
Paaaulaaax3
Harry Styles PERICULUM
Skąd: Poznań, Polska
statystyki
sekcja użytkownika
1. kursor GRY 2. muzyka